Syndykat – Gdzie się podziały tamte klipy? [Felieton]

sndktPisząc ten tekst dzierżę w ręce mocną kawę, która niejako ma mnie obudzić po długiej nocy testowania kolejnych „świeżych” teledysków z polskiej sceny HipHopowej. Przed oczami przewija mi się wiele, naprawdę wiele teledysków z niezliczonej ilości labelów czy też podziemnych wykonawców. Sprawdzając ową porcję wideo produkcji od kilku miesięcy (lat?) zastanawia mnie jeden swego rodzaju fenomen – ogniwo wspólne łączące 80% produkcji wychodzących ostatnimi czasy. Element ten jest na tyle mocny w swojej ekspozycji, że nie mogłem powstrzymać się od napisania drobnego felietonu na ten temat, jaki to tajemniczy element – przeczytacie poniżej.

Kiedy czytacie ten tekst, musicie wiedzieć że pisze go osoba, która niejako jest nie tyle konsumentem teledysków, klipów i innych wideoprodukcji ale także ich producentem i reżyserem od kilku dobrych lat. Doświadczenie, które nabyłem pozwoliło mi stworzyć pewien dystans oraz dało możliwość patrzenia „nie-przez-pryzmat” na pojawiające się produkcje. W tym tekście chciałbym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami i wnioskami dotyczącymi zmieniającej się mody, technikami oraz sposobem pracy nad produkcjami wideo takimi jak np. teledyski hiphopowe w Polsce.

BACK IN DA DAYS…

Na początek chciałem Was zabrać do początku lat 2000 gdzie sposób kręcenia, montażu oraz aranżacji samego projektu wideo było procesem dużo bardziej złożonym w organizacji niż ma to miejsce w czasach obecnych. Jeżeli ktoś miał ochotę nakręcić teledysk zazwyczaj miał 3 możliwości; albo nakręcić teledysk we własnym zakresie prostą kamerą VHS, która nie była i tak bardzo powszechna. Mógł też mieć znajomego operatora w telewizji, tudzież innego znajomego. Trzecią opcją było zwrócenie się do firmy specjalizującej się w produkcjach wideo, ale dla artystów z podziemia często kwestie finansowe z tym związane były progiem nie do przeskoczenia.

W związku z tym częstotliwość pojawiania się kolejnych teledysków była znacznie mniejsza niż dziś, a premiera jakiegokolwiek z nich była swoistym świętem. Produkcje były kręcone głównie systemem analogowym, czyli pamiętne „fałhaesy” tudzież do bardziej zaawansowanego sprzetu „esfałhaesy” wiodły zdecydowany prym. Osoby, które w tych czasach zajmowały się filmowaniem doskonale pamiętają duże toporne kasety, którym nie raz zdarzyło się „wciąć” w głowicę kamery bądź magnetowidu – przykre, jednak z pewnością miało swego rodzaju urok. Lata 2000-2003 przyniosły pewną dobę miniaturyzacji – małe kamery podręczne, które w większości obsługiwały system MiniDV. Ze względu na ich przystępną cenę, prostotę obsługi oraz upowszechnienie zjawiska „filmowania domowego” miało to spory wpływ na częstotliwość ukazywania się amatorskich produkcji w internecie, który już w tych latach w polsce prosperował bardzo dobrze w porównaniu do lat 1997-2000.

syn1Pojawiało się coraz więcej grup zajmujących się profesjonalnym filmowaniem teledysków. Bardzo duży wkład w polską scenę hiphopową zainwestowała wtedy „Grupa13”. Produkcje spod szyldu tego domu produkcyjnego cieszyły się dużą popularnością oraz wysoką jakością wykonania. Starsi koneserzy z pewnością pamiętają czasy, kiedy w niewielu miejscach można było obejrzeć klip on-line. Dawniej trzeba było pobrać teledysk w formie pliku, następnie odpalić go z dysku, ilu z Was wtedy kolekcjonowało wtedy te perełki na swoim HDD?

Przedstawiam kilka moich ulubionych teledysków zza oceanu, wybieranych pod kątem pomysłowości oraz oryginalności:

The Pharcyde – Drop
http://www.youtube.com/watch?v=co3qMdkucM0
Beastie Boys – Sabotage
http://www.youtube.com/watch?v=z5rRZdiu1UE
La Coka Nostra – Cousin Of Death
http://www.youtube.com/watch?v=Dicn1qsVKwU
OutKast – Ms. Jackson
http://www.youtube.com/watch?v=MYxAiK6VnXw

DAJ SIĘ ZLUSTROWAĆ

syn5Lata 2009-2013 przyniosły prawdziwy boom w świecie filmowców. Bardzo dynamiczny rózwój sprzętu audiowizualnego, chęć podążania za trendami oraz zazdrosnym wzrokiem sąsiada powodowały, że napis „HD” na wszelkiego rozdzaju dobrobycie sprzętowym powodował dreszczyk podniecenia. Obecnie wiele firm prześciga się w technologii  miniaturyzacji technologii High Definition zapominając jednak, że nie ma akcji bez reakcji. Masowa moda na pomniejszanie i „ugadżecanie” sprzętu ciągnie za sobą ograniczenia ergonomiczne w eksploatacji sprzętu, którego coraz rzadziej możemy nazwać „Hi-End” – prędzej ciekawym gadżetem. Wyjątkiem od reguły zdaje się być system DSLR – moda, system, technologia, która wydaje się być dominującą w świecie semi-pro szczebla filmowego.

DSLR to nic innego jak cyfrowe lustrzankowe aparaty fotograficzne, a te o których będzie mowa w tym felietonie, to te z dodatkową możliwością rejestrowania filmów wideo. Filmowanie systemem DSLR niesie ze sobą niewątpliwe zalety jakimi są min. przystępna cena sprzętu ( w porównaniu do kamer o podobnych parametrach ), łatwość obsługi oraz
ogrom dostępnych dziś na rynku akcesoriów ułatwiająych pracę. Jak grzyby po deszczu rodzą się sklepy oferujące przeróżnego sortu statywy, uchwyty, rigi, stabilizatory oraz całą nieprzebraną masę innych gadżetów. Przyjrzyjmy się bliżej „za” i „przeciw” filmowaniu metodą DSLR :

„MI TO PASUJE”

„Kupiłem aprat za 2500 zł! Kręci świetle filmy, jakość jest wręcz „żyletką”” – słusznie, jakość obrazu z aparatów semi-pro na prawdę potrafi zadowolić. Jest to całkiem niezły kompromis pomiędzy ceną i jakością. Przystępne są również ceny materiałów eksploatacyjnych takich jak karty SDHC. Aparat DSLR w rękach doświadczonego już filmowca, który posiada podstawowy warsztat będzie nowym, ciekawym narzedziem pracy, ale …

„MAM TYLKO APARAT, CO DALEJ?”

syn3Posiadanie samego aparatu pozwoli nam kręcić filmy w zakresie podstawowym, nie możemy zapominać o akcesoriach niezbędnych nam do pracy na choćby „małym planie”. Przydatny będzie nam dobry, solidny statyw, kilka lamp, blenda, oraz zestaw przynajmniej 2-3 obiektywów. To ciągnie za sobą już kolejne koszty, szczególnie obiektywy potrafią kosztować parę dobrych tysięcy ( często nawet równowartość samego aparatu ), dają jednakże dużo większe pole do popisu dla filmowca. Dziwną z punktu widzenia przydatności jest fakt rodzenia się jak grzyby po deszczu różnej maści akcesoriów, które w zastosowaniu różnią się nie wiele od siebie, nie wiele też wnosząc do ergonomii użytkowania sprzętu. Mowa tutaj o miliardzie różnego rodzaju uchwytów do aparatu. Rzecz ma się o tyle zabawniej, że gdybyśmy chcieli obłożyć swój DSLR wieloma tego typu zbędnymi gadżetami – nie mieli byśmy chyba do czego przyłożyć ręki w aparacie.

Powoduje to kolejny, tym razem poważny problem. Otaczanie się gadżetami, które „myślą i pracują” za operatora zabija w nim pewną rękę, oraz fach, który powinien w niej dzierżyć. Być może moje podejście jest nieco konserwatywne, ale czymże jest rzemieślnik lub artysta kiedy jego fach w ręku to tysiące urządzeń robiących pracę za niego? Nie można jednak całkowicie negować pomocnych akcesoriów, należy jedynie nie popadać w przesadę i ślepo nie polegać tylko i wyłącznie na nich – nic nie zastąpi pewnej ręki operatora.

WIELKI LUSTRACYJNY BOOM

DSLR-y stały się powszechnie dostępne, ich cena jest przystępna a co za tym idzie – wiele osób postanawia nabyć tego typu sprzęt i zacząć swoją przygodę z filmowaniem. Czasy w których o swoim własnym teledysku można było jedynie pomarzyć odeszły w niepamięć. Dziś każdy może mieć teledysk na wyciągnięcie ręki – albo na półkę ze swoim DSLR, albo pomocną kolegi, który posiada takowy. Zrodził się pewnego rodzaju owczy pęd – „skoro kolega ma klip, ja też koniecznie chce go mieć”. Napędzająca się wzajemnie maszyna wypluwa zatem setki jeśli nie tysiące teledysków, które są tworzone przez amatorów. Zgrzeszył bym, gdybym powiedział że takie działanie jest złe – przeciwnie to bardzo dobrze, że ludzie podejmują się takich przedsięwzięć. Sytuacja wygląda jednak nieco gorzej z ich pomysłowością, wiadomo – nie każdy urodził się operatorem z warsztatem, ale każdy może postarać się wymyślić historię, która być może zaciekawi widza, a którą pokażę w swojej produkcji. Ktoś mógłby powiedzieć „ale przecież esencją hiphopu są teledyski osiedlowe, z ziomkami w tle” – tak, ale „esencja” nie oznacza dosłownie „całość”. Efektem braku pomysłowości są niestety tysiące teledysków, na których pojawia się stojący MC’s strzelający wersy wprost w obiektyw. Jedynym urozmaiceniem często bywa sporadyczna zmiana lokacji i kadru, w większości przypadków pomysłowość na tym się kończy.

AMATOROM WYBACZAMY, ALE …

syn4O ile nie możemy mieć pretensji do amatorów bez warsztatu, sytuacja ma się nieco inaczej gdy w teledyskach maczają palce legalne wytwórnie lub większe podziemne labele. Wydaje się że te w duże mierze dobrze prosperujące firmy mogą pozwolić sobie na odcięcie się od amatorskiej szuflady i możemy oczekiwać od nich „prawdziwego świeżego boom”. Oczekiwalibyśmy teledysków oryginalnych takich, które będą zapadać w pamięć swoją kreatywnością. Tak się jednak coraz cześniej nie dzieje, dlaczego? Większość teledysków pojawiających się masowo na serwisach takich jak Youtube, Facebook, Vimeo etc. jest bardzo podobna, jeśli by nie powiedzieć wręcz identyczna, a na palcach jednej ręki można policzyć te które na prawdę warte uwagi. Pojawia się pytanie czym jest spowodowany taki stan rzeczy. Być może powodem jest bardzo szybkie tempo mainstreamowego rynku muzycznego, gdzie trzeba działać szybko, sprawnie i gdy czuje się na plecach oddech goniących nas terminów? Gdzie wytwórnie nie mają czasu, aby poświęcać czas i środki aby do każdego produkowanego teledysku podejść w sposób indywidualny i unikatowy.

Trochę razi w oczy sposób składania i masteringu dzisiejszych klipów, gdzie w wielu przypadkach całkowicie zatraca się unikatowy styl montażu. W 80% produkcji wykorzystywane są dokładnie te same wtyczki, efekty, przejścia, czasem nawet całe przygotowane przez kogoś, nie zmienione presety ustawień! Modny ostatnio filmlook, ślepo kopiowany w zatrważającej ilości produkcji staje się po prostu nudny i oklepany. Na polskim rynku muzyki hiphopowej, w dziedzinie wideoklipów wykształciła się wyraźna tendencja ilość ponad jakość, a co za tym idzie w tej ilości giną produkcje na prawdę warte uwagi, w które producenci włożyli masę czasu, pracy i kreatywności.

Pozwoliłem sobie wyłapać kilka moich ulubionych polskich teledysków, które uważam za bardzo kreatywne, w których nakład pracy jest widoczny gołym okiem, i tymże gołym okiem można zauważyć jak bardzo różnią się od większości teledysków proponowanych nam przez wytwórnie dziś :

Ten Typ Mes – Otwarcie
http://www.youtube.com/watch?v=w42c2XWr-P0
Eldo – Pożycz Mi Płuca
http://www.youtube.com/watch?v=5YMRj3L8jfM
Kali – Wybij Się
http://www.youtube.com/watch?v=R4AQGVwWtPM
Tomiko – Kraina Absurdu
http://www.youtube.com/watch?v=xM2Dht7gsqM

Powyższy tekst jest tylko i wyłącznie moją subiektywną oceną ww. faktów. Nie ma na celu umniejszenia zasług wytwórni muzycznych, producentów, operatorów czy montażystów. Opisuje jedynie całokształt zjawisk związanych ze zmieniającymi się trendami i techniką w dziedzinach wideoprodukcji oraz zmieniającym się rynkiem muzycznym w Polsce, pokazując różnice w metodach pracy na początku lat 2000 i dziś.

Jako kropkę nad „i” zacytuję mojego serdecznego przyjaciela Lewela, z utworu „Leżyseria” z albumu „Znanej Marki” :

„Wszyscy zgodnie chcemy do powrotu korzeni tej sceny, nie bądź jak biznesmeni, nasze słowa dobrze przemyśl, wobec tego zanim weźmiesz się za własny wideoklip, weź się ocknij – olej to gdzie inni poszli …”

Wojciech „Syndykat” Sendor
Krakofonia


Jedna myśl w temacie “Syndykat – Gdzie się podziały tamte klipy? [Felieton]

  1. pieprzyc leszczy co wbijają z byle materiałem do sieci ;] wyda na klip wiecej niz na cała płyte,a jest słaby i mysli ze dzieki hajsowi bedzie zajebisty

Dodaj komentarz (Pamiętaj o kulturze słowa i szacunku do drugiej osoby).

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s