„(…)Musicie działać lokalnie i myśleć globalnie” – Wywiad z Diabłem!

Pamiętacie słynny portal krkrap.com? Zajmowało się nim dwóch ziomków: Nagan i Diabeł (Filip Rauczyński). To z tym drugim udało mi się przeprowadzić trudny, nie pozbawiony szczerości wywiad. Dla niektórych tekst może wydać się kontrowersyjny, ja wierzę jednak, że gorzkie słowa prawdy mogą zmienić coś w mentalności krakowskich raperów.

Co sądzi o Krakowie redaktor naczelny dawnego Magazynu Hip-Hop? Czy główny promotor krakowskiej sceny zamierza powrócić do nas z nową odsłoną krkrap.com? O tym i o wielu innych sprawach dowiecie się w samym wywiadzie.

Zapraszam do lektury.

Emka: Wraz z Naganem przez kilka lat prowadziłeś znany krakowski portal o hip-hopie krkrap.com. Czy możesz nam opowiedzieć co spowodowało, że nie zajmujesz się już tym tematem?

Filip Rauczyński: Od krkrap.com odsunęła mnie przede wszystkim praca nad „Magazynem Hip Hop”, któremu przewodziłem jako redaktor naczelny przez blisko pięć lat. Kiedy już ostatecznie wywiesiliśmy białą flagę na zmęczonym polu bitwy i gazeta upadła, zmieniłem branżę i tym bardziej nie myślałem o jakiejkolwiek działalności w Krakowie – to byłby dla mnie ogromny krok wstecz. Często jednak rozmawiałem z Piotrkiem o reaktywacji portalu i o trzeciej (wieńczącej trylogię) składance. Na razie obaj zmagamy się z różnymi życiowymi problemami i jeszcze bardziej oddalamy się od tego tematu, ale jak tylko zza burzowych chmur wyjdzie słońce, na pewno siądziemy na spokojnie i zdecydujemy co dalej. Myślę, że w kwestii krkrap.com nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Cierpliwości.

Dalej identyfikujesz się z krakowską sceną hip-hopową?

F.R.: Prawdę mówiąc nie bardzo. Mam spory sentyment do krakowskiego hip-hopu i zawsze będę się utożsamiał z poszczególnymi twórcami w tym mieście (gdyby nie DJ Krime, nie rozmawiałabyś teraz ze mną). Ale to już przeszłość, zamknięty rozdział w moim życiu. Chcę iść dalej, chcę się rozwijać, nie chcę stać w jednym rzędzie z ludźmi, którzy są ślepo przekonani o swojej zajebistości i od lat stoją w miejscu.

Czy zauważyłeś zmiany na krakowskiej scenie od momentu zawieszenia działalności krkrap.com? Jak podoba Ci się dzisiejsza scena w Krakowie? Czy zmieniła się na lepsze czy dalej jest to miasto pełne stagnacji jeśli chodzi o rap?

F.R.: Chyba nie wiele się zmieniło podczas mojej nieobecności. Z tego co widzę, krakowska scena nadal dzieli się na dwa dosyć skrajne obozy. Po jednej stronie barykady stoją raperzy tak prawilni i hardkorowi, że nawet numeru na policję nie znają, a po drugiej raperzy do wyrzygania ugrzecznieni i pozytywni, zupełnie jakby za dużo czasu spędzili grając w „LittleBigPlanet”. Za czasów krkrap.com ta przepaść też istniała, ale nie była aż tak widoczna. Płyty m.in. Aury, Grema, Wysokiego Lotu, Sponty, Juranda czy DeliXL wyznaczały standardy, były czymś, do czego można było dążyć. Teraz nikt nie podnosi poprzeczki. Młodzi raperzy nie mają siły przebicia, starzy wyjadacze przespali swój czas – kompletnie olali rap grę, albo nawijają 10 rok o tym samym. Dobre albumy tworzą głównie przyjezdni (Kixnare, PeeRZet), a jak chcesz świeżości, to musisz jej szukać na solówkach chłopaków z Firmy albo na mixtape’ach Sabota i Grubera.

Utarł się pogląd, że Kraków jest hermetyczny i zamknięty we „wzajemnym kółku adoracji”. Czy zgadzasz się z tym stwierdzeniem? Jak według Ciebie wygląda to teraz?

F.R.: Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, jest już mocno nieaktualne. Wzajemne kółka adoracji mieliśmy tak z 5-7 lat temu, kiedy krakowscy raperzy lizali się wzajemnie po jajach i marzyły im się gruszki na wierzbie. Teraz nie bardzo jest co i kogo adorować. Ludzie z tamtych lat w końcu oprzytomnieli, zrozumieli, że niczego już w rap grze nie osiągną. Odpuścili, zajęli się życiem. Teraz nadszedł czas młodego pokolenia, które jest dużo mądrzejsze i dużo bardziej otwarte na „świat zewnętrzny”. Oni nie tworzą kółek wzajemnej adoracji, nie tworzą nadętych, dissujących się ekip. Mają dystans, pokorę, mierzą siły na zamiary i wiedzą, co to praca u podstaw. W kwestii hermetycznego i zamkniętego Krakowa jestem optymistą, może być tylko lepiej. Gorzej już na pewno nie będzie.

Co sądzisz o promocji hip-hopu w Krakowie? Czy dalej jest ona poniżej przeciętnej czy jednak coś się zmieniło?

F.R.: „Poniżej przeciętnej” to za dużo powiedziane. Promocja hip-hopu w Krakowie praktycznie nie istnieje, bo i nie bardzo jest co promować. W tym mieście tak naprawdę tylko dwie osoby wiedzą, na czym polega dobra promocja i potrafią ją przeprowadzić z pompą, na ogólnopolską skalę. Pierwsza z nich to Tomek z Zooteki, który w branży eventowej działa już chyba ponad dekadę. Mistrzostwa Świata DJ-ów IDA, które co roku organizuje, odbywają się zawsze z ogromnym rozmachem, gość nie ma sobie równych. Drugą osobą, choć działającą na kompletnie innej płaszczyźnie, jest Donatan. Nie przypominam sobie, aby któryś krakowski album był promowany lepiej niż „Równonoc”. Chciałbym, żeby za dobrą promocją szedł także dobry materiał, ale jak widać nie można mieć wszystkiego. Tak to już jest, jak chcesz mieć na płycie znane ksywki, a nie dobre zwrotki…

Z tego co mi wiadomo jesteś grafikiem…

F.R.: Wydaje mi się, że jeszcze nie zasłużyłem na to, by ktokolwiek mógł mnie nazywać grafikiem. Na pewno jestem jakimś tam twórcą, który ma swoich sympatyków, ale nie mam złudzeń, nie jestem Forinem – to co robię nie ma nic wspólnego z pracą artystyczną. Wiem co umiem i znam swoją wartość, ale też doskonale znam swoje miejsce w szeregu. Zresztą… Podobny kompleks miałem po 10 latach zabawy w dziennikarstwo.

Zrobiłeś mnóstwo okładek, m.in. dla naszej krakowskiej raperki Atamy. Jak nawiązała się wasza współpraca?

F.R.: Prawdę mówiąc już nawet nie pamiętam. Znamy się z Kaśką od jakiegoś czasu, nie wiem czy nie od pierwszej „Wojny o Wawel”. Wiem jakie krążą opinie o jej rapie, ale kompletnie mnie to nie interesuje – szanuję ją za zajawkę i nigdy nie odmówię jej pomocy. Widzę w niej samego siebie sprzed 10 lat i życzę jej jak najlepiej.

Czy artyści z Krakowa też mogą liczyć na Twoją pomoc pod tym względem?

F.R.: Nie, krakowscy raperzy nie mogą liczyć na moją pomoc. Dzieje się tak z trzech prostych powodów. Po pierwsze, nie znają słowa „dziękuję”. Po drugie, nie kwapią się, żeby w ogóle dostarczyć mi gotowy album. Po trzecie, są wyjątkowo niewdzięczni i mają krótką pamięć. Przepraszam, że generalizuję, ale jeśli taki Chada czy Kajman potrafią mnie propsować w wideo wywiadach i jeszcze płacić mi za wykonaną pracę, a raperzy X, Y i Z z krakowskiego podziemia nie potrafią nawet podziękować za darmowy cover, to coś tu jest nie tak. Poza tym umówmy się, ja też nie mam zamiaru do końca życia robić okładek na slimy i projektować czarno-białych plakatów A4…

Śledzisz legalne wydawnictwa z Krakowa? Ostatnio wyszła płyta Kaliego, Bosskiego, wielu artystów z Zion Records, pojawiła się także płyta Gadabitu oraz członka PRO – Szpaka. Oprócz tego PeeRZeT dołączył do Aptaun Records i już niedługo pojawi się jego legalny album.

F.R.: Cholernie cieszę się z sukcesu Przemka, bo szczerze mu kibicuję od wielu lat. Przy czym to nie Krakus, tylko dumny reprezentant Stalowej Woli, więc się nie liczy (śmiech). Jestem spokojny o poziom jego nowego albumu, zresztą Aptaun nie wydaje byle czego. Niestety nie słyszałem płyt Kaliego i Bosskiego, ale sprawdziłem single i czytałem recenzje na Popkillerze – były zaskakująco pozytywne. Cieszę się, że chłopaki nie stoją w miejscu, że nie boją się eksperymentów i że w końcu wymykają się uliczno-dresiarskiemu wizerunkowi, który przez lata towarzyszył Firmie. Nie kojarzę twórczości Szpaka ani Zion Records i prawdę mówiąc nie mam zamiaru tego zmieniać w najbliższej przyszłości, a Gadabitów odpuściłem sobie po przesłuchaniu paru numerów. Lubię Indo prywatnie, cenię go za energię, humor i nieprzewidywalność na scenie, ale takiego stężenia infantylności, grafomanii i częstochowskich rymów po prostu nie zdzierżę.

Czy masz jakiegoś faworyta z podziemnej sceny, który zasługuje na legal według Ciebie? Czy są już tacy artyści, czy Kraków dopiero czeka na gwiazdy?

F.R.: W Krakowskim podziemiu nie ma i jeszcze długo nie będzie rapera, który byłby w stanie coś ugrać w mainstreamie, przykro mi. Są natomiast osoby, które mają szanse mocno zaznaczyć swoją obecność na polskiej rap scenie, jak np. Kojot czy Oxon. Ci goście mają potencjał, z którym należy się liczyć i mam nadzieję, że już wkrótce go uwolnią. W tym roku pozytywnie zaskoczył mnie także Kobik, który chyba jako pierwszy raper z młodego pokolenia zrozumiał, że musi „wyjść” poza Kraków, aby coś osiągnąć. Jego klip do numeru „5 minut” to krok w dobrym kierunku, brawo. Mam nadzieję, że już wkrótce do tego grona dołączy także niejaki Eripe, którego rap też gdzieś tam obił mi się o uszy i był bardzo obiecujący. Cóż więcej mogę powiedzieć, do boju Panowie, w Was nadzieja.

Byłeś ostatnio na jakimś koncercie w Krakowie? Ostatnio organizowane są cykliczne imprezy „Flow Mode”, „Rap Made in KRK” czy też „Hip Hop Fiesta”. Chodzisz na takie imprezy?

F.R.: Niestety na stricte rapowych imprezach pojawiam się już tylko jako juror, gdy ktoś zaprosi mnie do sędziowania freestyle’owych bitew. Jeśli chodzi o „Flow Mode”, miałem przyjemność sędziować dwie imprezy z tego cyklu. Zaskakująco wysoki poziom, znakomita publiczność, klimat starych dobrych krakowskich koncertów (tylko bez after party z kibolami w roli głównej). O „Rap Made In KRK” niestety nie słyszałem za wiele dobrego, a na ostatniej „Hip Hop Fieście” byłem w 2003 roku i organizowała ją Zooteka. Cieszę się, że w tym mieście są jeszcze ludzie, którym chce się w ogóle bawić w cykliczne imprezy. Sam się tym kiedyś zajmowałem i wiem, jak ciężki jest to kawałek chleba.

Czy coś zmieniło się w mentalności słuchaczy? Czy jest wg Ciebie więcej osób pod sceną?

F.R.: Nie mnie to oceniać. Ostatnie imprezy na których byłem tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że krakowska publiczność to albo dresiarnia, albo studenci, którzy zwęszyli wjazd za free, albo kompletnie przypadkowe osoby. Kraków to nie Warszawa. W tym mieście jest tylko garstka osób, które w ogóle wiedzą o co w tej kulturze chodzi i szukają w niej czegoś więcej niż taniej najebki w weekend.

Czy Kraków ma szansę wyjść jeszcze z cienia? Masz jakieś wskazówki promocyjne czy porady dla naszych artystów?

F.R.: Szansa na wyjście z cienia zawsze jest, choć nie przewiduję ani „boomu” na Kraków w ciągu najbliższych kilku lat, ani nagłego olśnienia i zmiany mentalności w tym mieście. A rada jest prosta, jak chcecie cokolwiek osiągnąć, musicie działać lokalnie i myśleć globalnie. To miasto nie cierpi na brak zajawkowiczów, cierpi na brak profesjonalistów. Dostaję mnóstwo propozycji współpracy z całej Polski, ale tylko przy propozycjach z Krakowa wybucham śmiechem. Sesja zdjęciowa za 50 zł? Projekt okładki za darmo? Zarekomendowanie materiału na czasownikowych rymach chłopakom ze Step Records? Bądźcie poważni, jeśli chcecie być traktowani poważnie. Bierzcie przykład z najlepszych, współpracujcie z ludźmi z całej polski, kupujcie bity, zwracajcie uwagę na poligrafię, inwestujcie w siebie.

Powiedz kilka słów od siebie na koniec.

F.R.: Dzięki za rozmowę Emka. Wiem, że nie jestem łatwym rozmówcą, a i ton moich wypowiedzi nie bardzo pozwala mnie polubić (śmiech). Mam jednak nadzieję, że kilka osób przeczyta ten wywiad i zastanowi się głębiej nad sytuacją w tym mieście, może to będzie dla niektórych bodziec, żeby coś zmienić, poprawić, pchnąć w zupełnie nowym kierunku. Kocham Kraków i zastrzegam sobie prawo do krytykowania wszystkiego co z tym miastem związane. Amen.


Dodaj komentarz (Pamiętaj o kulturze słowa i szacunku do drugiej osoby).

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s