Kozim – Esencja Ducha [Recenzja]

Siemaneczko. Dziś rozłożę na czynniki pierwsze płytę KozimaEsencja ducha. Nie będę przybliżał wam jego sylwetki, ponieważ jest to spora sylwetka (dosłownie i w przenośni) i mogłoby braknąć mi czcionki hehe. A zresztą możecie sami wyszukać Kozima w artystach, na tej zacnej stronie i dowiedzieć się o nim więcej. Dobra, przejdę do sedna.

„Esencja ducha” to, jak wskazuje tytuł, refleksyjny materiał. Słuchając krążka, możemy dowiedzieć się sporo o autorze, poznając  jego melancholijną naturę. I to według mnie jest największym plusem płyty. Wielu raperów boi się, wstydzi, bądź nie chce mówić o sobie i o swoich doświadczeniach. Natomiast Kozim często obnaża przed słuchaczem swoje Ja, mówi o swoich wadach i słabostkach. Nie boi się rymować o uczuciach, o tym, że czasami łzy płyną same z oczu a życie wydaje się być jednym wielkim bagnem.

Tak jest np. w kawałku Drogi ojcze z gościnnymi zwrotkami WPB i Atamy. Mimo że kawałek technicznie nie jest majstersztykiem, a bit średnio mi siada, myślę, że każdy kto jako dzieciak zaznał ciężkich chwil w swoim rodzinnym domu, poczuje lekkie ukłucie w sercu przy tym traku. Kolejny przykład to CUG. Ten kawałek również nie porywa według mnie jeżeli chodzi o czysto techniczny aspekt, ale problem w nim poruszany znam od podszewki. Zresztą, nawet tę recenzje piszę popijając drinki o 3:00. Natomiast kawałek Słowo z udziałem Norfa zaliczam do moich faworytów. Mimo, że jest to typowo osobisty kawałek. Zwrotki nagrane przez dwójkę dobrych kolegów, luźne wspomnienia starych czasów (nawet bardzo starych, bo wczesnoszkolnych) niby powinny mnie c***a obchodzić. Ale, z drugiej strony, przecież każdy z nas ma bliskiego przyjaciela, którego nazywa swoim bratem, nie patrząc na więzi rodzinne. Więc łatwo można utożsamić się z uczuciami przekazywanymi na mikrofonie przez obu panów. Myśli i uczucia (swoją drogą jeden z najlepszych kawałków na płycie, ze świetnym refrenem) pozwala nam poznać Kozima bliżej. Mimo że można w nim odszukać nutkę goryczy ogólny wydźwięk numeru jest raczej pozytywny.

Dobra, skupię się na moich ulubionych numerach.

Po pierwsze: Liryczna mekka z gościnnym udziałem 11 MC’s. Trak ma prawie 10 minut, ale świetnie wpisuje się w nurt zbiorowych kawałków, które mają przybliżyć słuchaczom ekipę autora. Bit (w starym nowojorskim klimacie) mocno buja, a kawałek wcale się nie dłuży.
Po drugie: Jestem na nie. Ciekawa KONcepcja traka, w którym Kozim z pomocą Whtt mówi bezkompromisowo  o swoich upodobaniach muzycznych, szkalując pseudo-graczy, którzy RAP traktują bardziej jako modę i sposób na szybki szmal. Zresztą co ja będę pisał, tego po prostu trzeba posłuchać.
Po trzecie: Godziny szczytu, w których Kozim pokazuje swoją żartobliwą stronę, opowiadając o naszej pięknej komunikacji miejskiej.
Po czwarte: W 4 oczy. Bit brzmi świetnie, a kawałek mówi o wszechobecnej hipokryzji. Przy okazji jest to jeden z najlepiej nawiniętych numerów na Esencji ducha.

Reszta numerów jest w większości dobra, choć są też takie które kompletnie mi nie podchodzą (Carpe Diem, Cel , Mam w sobie to nic), głównie przez bity. Kozim rymując ma swój styl, który nie odbiega od pewnego poziomu. Umie przy okazji, na potrzeby traka zmienić swój głos. Raz ciśnie agresywnie, by następnie w refleksyjnych kawałkach muskać łagodnie nasze uszy głosem aksamitnym jak jedwab, a za chwilę w innych kawałkach przybrać niepoważny ton (polecam również kawałek Stare śmieci).

Produkcją całej płyty zajął się Whtt. Ale na ten temat nie chcę się wypowiadać, bo nie mam rozeznania, które bity były robione od podszewki, a w których ingerencja producenta ograniczyła się do dodania perkusji do gotowych bitów, ściągniętych niewiadomo skąd. Niestety bit do Buntownika słyszałem w praktycznie nie zmienionej wersji na jakimś oldskulowym kawałku z ameryki lat 90tych. I nie chodzi o sam sampel, ale o całość. Przejścia, sample perkusyjne, bas i co tam jeszcze jest w produkcjach. Jednak fakt ten nie spędza mi snu z powiek i raczej słuchając płyty staram skupić się na nawijce. A poza tym jest to podziemie i nikt nie musi przedstawiać nikomu praw autorskich itp.

Podsumowując, płyta Kozima to całkiem dobry materiał. Co prawda w sporej ilości bitów grają radosne klawisze, co nie jest moim ulubionym zabiegiem ale to kwestia gustu. Jak wspominałem na początku, największą zaletą krążka jest szczerość. W moim mniemaniu piosenki brzmią świetnie, jeżeli słuchacz może się z nimi utożsamić, poczuć jakiś impuls podczas odsłuchu. Za to wielki plus. Płytę na prawdę warto sprawdzić. I warto czekać na następne produkcje Kozima a.k.a. krakowskiego FAT JOE. Big UP ludziska!!

Kony


Dodaj komentarz (Pamiętaj o kulturze słowa i szacunku do drugiej osoby).

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s