HAKON – Zemsta w masce [Recenzja]

Odpalam jointa. Na słuchawkach Hakon. Projekt dwóch produkujących bity MC’s znanych krakowskiej scenie bardziej niż Kraków i wszystkie sceny. Takie wrażenie po pierwszym refrenie. Braggadocio można lubić, można uznawać za worzonko. Jakie tam worzonko? To raczej manifestacja stylu. Ale od początku…

Póki co Karola Młota nie widać. Za produkcję tych tłustych (z atestem Roberta Burneiki) staroszkolnych bitów odpowiedzialni są autorzy tekstów, pół na pół . Jeśli chodzi o jakość ciężko wyczuć różnicę. Producencko na równym poziomie. Małe dygresje: dużo w dzisiejszym rapie nowych patentów. Coraz więcej ludzi robi rap. Coraz więcej dziwnych inspiracji i dziwacznych brzmień. A tu z rodzinnego miasta wychodzi projekt w klimacie prosto z nowojorskich zakamarków, pełnych mokrych chodników okupowanych przez niezorganizowane grupy młodych ludzi, cisnących beatboxami i wariacjami panczy. Można powiedzieć, że człowiek słuchający amerykańskiego rapu doceni ten projekt. Można również powiedzieć, że jeśli ktoś nie słucha niczego innego poza polskim rapem a podoba mu się Hakon to powinien sięgnąć po amerykański hip hop. Ta, rozrośnięta do rozmiarów nasiąkniętej gąbki metafora nie miała na celu pucowania niczyich pleców, a jedynym jej zadaniem było przelanie na płótno wyobraźni ładunku emocji, którego można się spodziewać. (Kolejne zdanie w stylu Kłapouchego. Z czasem się wyrobię.)

Dość ocen. Konkrety: według mnie najlepszy numer, brudny uliczny banger to Uzbrojony w słowo. Refren robi w głowie coś takiego, że masz ochotę złożyć palce prawej dłoni tworząc legendarny pistolecik i podejść do pierwszej lepszej staruszki, wycelować i zrobić „blackout blackout”. Korzenie bracie i siostro.

Słucham dalej i wydaje mi się że Dąb Bartek usiadł na mnie okrakiem. Punche się sypią jak draże u Klebana na parapecie… Jedyny minus albumu (nie jestem do końca przekonany czy to minus) to pewien chłód hermetyzmu. Możesz poczuć się zimny jak lód kiedy oddech wypluwanych słów na pojemnik, niczym w reklamie winterfresh wbije cię pod lód. Ogólnie, ludzie ze słabą samooceną po przesłuchaniu całego krążka, mogą poczuć się lekko zgnojeni… lecz nie na tym rzecz polega, by poeta wiersze tłumaczył. Z resztą treść na trackach wytłumaczy wam wszystko.

Z tego co mi wiadomo, Hakim i Kony zaczynali robić rap w czasach kiedy Zidane pogrążył Brazylię w finale Mistrzostw Świata. Jeśli nie mogłeś wchodzić w tych czasach do Macro to powinieneś… i Ty dziewczynko też powinnaś sprawdzić stare projekty.

Pecinsky


6 myśli w temacie “HAKON – Zemsta w masce [Recenzja]

  1. a tak już na marginesie dodam że gadałem z tymi typami tylko raz w życiu i wcale nie jestem wannabe tylko kurde doceniam dobry materiał. nie jest to reklama, zaplanowana marketingowa sztuczka. Ostatni raz się tu z czegokolwiek tłumaczę.

  2. Spoko, nie uważam że dobrze piszę szczególnie po dobrych jointach. Porównanie z drażami to żart który zrozumie 5 osób i fajnie jest. Nie musisz znać Klebana tak jak ja nie znam 99% celebrytów o których piszą w brukowcach. W zamiarze miałem zachęcić do przesłuchania materiału, a nie przeprowadzać analizę kawałek po kawałku a la Jacek Gmoch. Każdy ma prawo do swojego zdania i do krytyki. Yo

  3. mi to bardziej wyglada na reklame niz recenzje. ale tak to juz jest. i dlatego krakowska scena tak wyglada

  4. słaby tekst, mało o płycie, stylistycznie marnie, choć na pewno autor myśli, że nieźle pisze. porównanie z drażami to jakiś żart, tak? bo nie mam pojęcia kto to Kleban, ani o co w tym chodzi, ale koleżki pewnie pokumają, wiesz co się liczy

Dodaj komentarz (Pamiętaj o kulturze słowa i szacunku do drugiej osoby).

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s