Pecinsky – Gra [Felieton]

Często spotykam się ze stwierdzeniem, iż rap lub hip hop to gra. Wystarczy choćby zaznaczyć, że już w pierwszym zdaniu chciałem napisać, że „często w rap-grze…”, lecz by uniknąć posmarowania kostki masła masłem, wcale nie potajemnym zabiegiem uniknąłem tego błędu merytorycznego. Dlaczego błędu? Zaznaczam, że nie mam na celu nikogo obrazić. Piszę co myślę, więc:

                 Czym jest gra? Gra to taki system współzależnych reguł, zasad. To jakiś ustalony schemat. Gdy wyrzucisz sześć, idziesz sześć pól do przodu, jak staniesz na pytajniku to ciągniesz kartę, jak przechodzisz przez start dostajesz 400 papierkowych dolców. Wszystko jest świadomie zaplanowane. Grą rządzi przeważnie los lub to, jak jego zrządzenia zaadaptujemy do swojej sytuacji. Hip hop to sztuka, to kultura, to jakiś głębszy sens. To coś oddolnego, coś co przestaje być sobą kiedy robione jest nieszczerze i na pokaz. Kiedy T.I. mówi nam, że czegoś nie można w rapie, czy ustanawia jakieś nowe zasady „gry”? No chyba nie bardzo.
                 Nie popadając w zbędne dygresje… Jak wspomniałem wcześniej nie da się zamknąć hip hopu w żadne bariery. To tak jakbyś kazał ludziom żyć według schematu: ubierz baggy jeansy, bluzę z kapturem, kup 10 albumów CD, dwa winyle (bo jak zaprosisz ziomków do domu to musisz wyglądać na kumatego), przeczytaj trochę historii w necie i po 2 tygodniach zgłoś się do „osiedlowego establishmentu”, który wyda werdykt: jesteś hip hopem, czy nie jesteś hip hopem. Sam byłem kiedyś małolatem z osiedla i dobrze wiem, jak to jest. Trzeba jakoś zaistnieć, jakoś się wyróżniać a zarazem przynależeć jak najmocniej do swojej grupy. Dlatego gimnazjalista nie zawaha się dać w mordę bez powodu innemu gimnazjaliście. Sam do końca nie wie, po co to robi, ale gdy jego serdeczny przyjaciel poklepie go po ramieniu mówiąc: „Aleś mu pięknie j***ął” wszystko nabiera sensu.

                 Podobny schemat myślenia prezentują rapowi gracze. Zdissować żeby zdissować? Żeby dodać sobie fame’u? Nie w tym rzecz, że jestem przeciwny dissom. Bardzo je lubię i myślę, że często są motorem napędowym progresu u wielu raperów. Rzecz w tym, żeby mieć solidny powód, żeby to była jakaś debata, żeby to wnosiło coś świeżego, a nie jakieś kolejne zrymowanie przekleństw z wulgaryzmami (może masełka? :*). Rozumiem, że dla niektórych rap-gra to taka metafora. W sumie całe ludzkie życie można nazwać grą. Problem zaczyna się, kiedy ktoś wychodząc na scenę myśli, że znajduje się na deskach teatru. Poważny problem zaczyna się, kiedy poza sceną ktoś w dalszym ciągu tak myśli.

                Bo hip hop to prawda i szczerość. To Ty i ja. To mój żałosny Freestyle, kiedy wycieram plecy ręcznikiem po prysznicu. To trzy żartobliwe wersy sklejone na poczekaniu przy okienku w aptece. To moment, kiedy po plecach przechodzą Ci ciarki, kiedy Notorious od niechcenia rzuca szesnastkę na swoim albumie. Powiem więcej, to nawet sposób w jaki omijasz linie na chodniku, w rytm tego co gra Ci w słuchawkach. Nie przybywa Ci punktów za to, że nawiniesz o swoim BMW toczącym przez miasto Twoją ekipę – przynajmniej nie u mnie. Przybędzie Ci punktów, jeśli uśmiechniesz się do kogoś, kto tego potrzebuje. Dlaczego popadam w takie skrajności? Bo próbuję, może niezbyt sprawnie wyjaśnić, dlaczego hip hop to życie, a jeśli naginamy swoje życie by podporządkować się grze zwanej „hip hop”, to nie ma w tym ani hip hopu, ani prawdziwego życia.

2 myśli w temacie “Pecinsky – Gra [Felieton]

Dodaj komentarz (Pamiętaj o kulturze słowa i szacunku do drugiej osoby).

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s